Rekonesans - promieniem Decathlon Orbity, Częstochowa - Praszka
-
DST
169.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po raz pierwszy po gipsie wskakuję w SPDy. Bryka dostanie dodatkowego kopa. Dzisiejszy plan to przymiarka do 160 km po asfalcie, w większości promieniem tegorocznej orbity. Są nowe odcinki, które muszę sprawdzić.

Sześćdziesięcio kilometrowy promień orbity kończy się w Praszce. Tu jeszcze nie byłem.
Na prędce kilka fotek z Praszki ku pamięci.

Praszka - tablica upamiętniająca 500 lecie nadania praw miejskich © krzara

Praszka - na rynku © krzara
Praszka - kościół Wniebowzięcia NMP © krzara
Uważajcie na różne przeszkody

Poboczem © krzara
Chłop swoje a Baba swoje
-
DST
99.00km
-
Teren
19.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
A najważniejsze, że dało się to pogodzić.
Jak jeszcze nie wiecie organizuję w tym roku szóstą edycję Częstochowskich Orbit Rowerowych. Można więc wnioskować, że jest spora grupka, może kilkudziesięciu bikerów zainteresowanych takimi jazdami. Działając w tej materii aż prosi się pojechać tu i tam, obadać trasę, coś zmienić, przed czymś ostrzec, coś zaproponować, znaleźć i dogadać miejsca na bufety itd... Do opracowania 500 km orbity. Cel jeden. Ułatwić uczestnikom dłuuugą jazdę. Moja nóżka choć posłusznie zdrowieje nie pozwala jeszcze mocniej depnąć na pedała. Jej stan na chwilę obecną jest na tyle zadowalający, że pomalutku wykręciłem dzisiaj prawie setkę. Oczywiście z Aniołem Stróżem, w którego wcieliła się ponownie anwi. Zamiast dłuższej jazdy na siodełku musiał być pociąg a pit stopy i częstsze, i dłuższe. Do tego na dzień dobry mieliśmy różne wizje celu i trasy wycieczki. Ja jechałbym dopracować pewne odcinki orbity, anwi zaś w nowe miejsca atrakcyjne turystycznie. Na moich kierunkach wyraźnie brakowało tych atrakcji. Na dodatek przeważał ruch samochodów i zapach spalin. Ale...
Propozycja anwi uderzenia na Wierbkę z ruinami pałacyku i młynem na Pilicy była na tyle ciekawa, że dawała szansę i to całkiem niezłą do realizacji również moich celów. Wierbka leży 20 kilometrów od Szczekocin a więc niedaleko odcinka tegorocznej Orbity gdzie planowałem poszukać miejsca na zorganizowanie bufetu dla uczestników. Od dawna nosiłem się też z zamiarem odwiedzenia miejsca gdzie wywróciłem się na ubiegłorocznej orbicie by ostrzec tegorocznych orbitowiczów. Krótko pisząc, z obu stron trochę prywaty ale i dużo współdziałania. Wyszło kapitalnie nawet więcej niż zakładaliśmy. Późnym popołudniem słońce zaczęło przebijać się zza chmur by podkreślić naszą rowerową radość.
A teraz będą zdjęcia.

Obraz Matki Bożej Skarżyckiej © krzara

Skarżyce - Sanktuarium MB Skarżyckiej © krzara

Sanktuarium Matki Boskiej Skarżyckiej © krzara

Sanktuarium Matki Boskiej Skarżyckiej © krzara>

Wojskowa garkuchnia - zajazd "Venite" w Zawadzie Pileckiej k/Szczekocin © krzara

Pradła - precyzja wykonania drogowców © krzara
Tu, na wjeździe na mostek zaliczyłem kierę na ubiegłorocznej orbicie.

Wierbka - młyn © krzara

Dworek szlachecki w Gieble © krzara

Giebło - staw przy dworku © krzara
Zapraszam do obejrzenia zdjęć
anwi
Zawody inaczej - IX Bieg Leśnych Ludków
-
DST
60.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
W tej roli jeszcze nie występowałem. Wiedząc o mojej startowej niedyspozycji, przyjaciele, gospodarze imprezy, czyli członkowie Klubu Sportowego Leśne Ludki Żarki Letnisko powierzyli mi zadanie sędziego na zawodach organizowanych w ramach dorocznego święta klubu. W ubiegłym roku startowałem u nich a w tym roku miała być powtórka z rozrywki. Wyszło zupełnie inaczej i przynajmniej dla mnie proporcje sportu do rozrywki odwróciły się.
od prawej: Kasia, Grzesiek, Włodek, autor z nabitym kałachem, Jarek
Słit focie na starcie.
No cóż, żeby nie zanudzać bo a nuż ktoś będzie chciał przeczytać wpis, powiem krótko: zaproszenie i zawody potraktowałem poważnie. Podczas tygodniowych przygotowań do zawodów skupiłem się przede wszystkim nad doborem repertuaru do śpiewnika, który opracowałem na tę okoliczność. Odbyłem wiele kilkugodzinnych treningów i prób śpiewania i gry na gitarze nowych piosenek. Nie bez znaczenia był dobór tonacji. Na wszelki wypadek po dwie dla każdej piosenki bo jak nie jeden imprezowicz wie jeśli impreza udaje się to po pewnym czasie zachodzi potrzeba sięgnięcia po inną tonację. Jazdę na rowerze z gitarą mam już w zasadzie opanowaną więc z teleportacją do Żarek Letnisko nie było większych problemów poza tym, że słabsza jedna nóżka i coś za często gryf walił mi o tył kasku. Muszę jeszcze popracować nad długością szelek pokrowca.
Dalej, mówiąc krótko, sędziowanie udało się.

Nie przeoczyłem żadnego z zawodników mijających metę choć nie dysponowałem zdobyczami współczesnej techniki. A zadanie nie było łatwe. Jednocześnie trwały dwie konkurencje: biegacze robili 4 pętle po 1,5 km a ci na duathlonie dwie o kijach i dwie biegiem. Czasy z dokładnością jednej no może góra trzech sekund. Protestów nie było.
No i na koniec już bardzo króciutko. Popatrzcie co się tam potem działo!

nauka stonogi
Ups! Ta próba niestety nie powiodła się.
O! Pięknie!
Z gospodarzami.
PS.
Leśne Ludki, dziękuję za zaproszenie na Wasze sportowe święto. I tak bym Was odwiedził bo podoba mi się to co robicie i jak to robicie. Ta impreza była wytłuszczona w moim kalendarzyku na 2014. Wiedziałem, że czas spędzony wśród Was będę mile wspominał.
Z Aniołem Stróżem
-
DST
50.00km
-
Teren
10.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze

W roli Anioła Stróża anwi
Teraz moja kolej.
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rozpoznanie:
Złamanie szczytu kostki bocznej podudzia lewego. Niestabilność stawu skokowego lewego.
A więc "wiem już na czym stoję" a dokładnie na czym nie mogę stać. O sezonie startowym w tym roku muszę zapomnieć. Miała być walka w ośmioetapowym Jurajskim Pucharze w nordic walking, poprawienie życiówki w maratonie rolkowym, kolejna częstochowska orbita, drugi maraton z buta i sporo różnych drobiazgów. Jeden niefortunny skok na ruchomy kamień w kamieniołomie i wszystko prysło. Mea culpa, mea maxima culpa. 4-6 tygodni w gipsie.

Znowu karta odwróciła się.
Świąteczny wypad po "strusie jajo".
-
DST
18.00km
-
Teren
5.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bardzo chciałem się znaleźć w gronie osób, które potrafią w nawale świątecznych spraw wygospodarować czas na choćby symboliczny, rowerowy wypad. Trochę pomogła w tym pogoda, która kusiła, wręcz wyrzucała z domu. Tak postawiony temat narzucił lepszą organizację spraw domowych, przeniósł ich część na czas poświąteczny i wymusił szybkość działania. W efekcie pół godziny po święconce tyłek cieszył się siodełkiem, um dał se na luz a myśli krążyły tylko wokół słów "dokąd, którędy, co zobaczyć, co szukać".
Namówiłem anwi do wspólnego wypadu czym też oderwałem ją od domowej krzątaniny. Jako pełen akces poczytałem sobie podrzucenie celu wypadu: zawilce wielkokwiatowe w kamieniołomie Prędziszów. Niedaleko, widokowo i trochę zagadkowo. Czy już kwitną? Zawilce były ubiegłorocznym odkryciem ale w końcu maja. W tym roku zważywszy na krótką zimę można było spodziewać się ich wcześniejszego rozkwitu.
Nasza ocena niestety nie sprawdzała się. W Prędziszowie spotykamy kwitnące poziomki a nie poszukiwane zawilce. Nieusatysfakcjonowany wdrapuję się na kilka wzgórz by poszukać zawilców w bardziej wyeksponowanych miejscach. Udaje się! W jednym, jedynym, trudno dostępnym miejscu kwitną. Przewieszony, z głową w dół, z wyciągniętą ręką umieszczam je w kadrze.

Wysyp pewnie za dwa tygodnie.
--------
W domu malowane jaja lądują na poczesnym miejscu. Tradycyjnie będą rozdawane rodzince i przyjaciołom przy składaniu świątecznych życzeń.

Wszystkim przyjaciołom bikerom życzę
Radości i wszelkiej przyjemności jaką mogą dać Święta Wielkanocne.
PS
Co do tego strusiego jaja to tylko takie świąteczne skojarzenie. Niestety trochę bolesne. Wyglebałem się schodząc z górki w kamieniołomie. Stanąłem na niewłaściwy kamień i skręciłem nogę w kostce. Kostka wygląda teraz jak strusie jajo.
IV Jurajski Puchar NW - 1 runda w Olsztynie.
-
DST
52.00km
-
Teren
8.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Niezbyt fortunnie zbiegły się terminy zawodów. Dzień po dniu dwa ważne starty. Wczoraj Bieg Częstochowski a dzisiaj pierwsza edycja Jurajskiego Pucharu w NW. Na obu mi bardzo zależało i na obu miało być napieranie na maksa. Jednak to się tak nie da żeby nie odbiło się to na wyniku drugiego startu. Mogło być jeszcze gorzej bo dzisiaj dokuczało biodro i bark. Lewa nóżka i lewa rączka zbuntowały się. Rozważałem nawet rezygnację ze startu. W końcu zwyciężył niepoprawny optymizm. Zdałem się na los świadom, że dzisiaj to będzie walka o ukończenie i o jakieś tam punkty.
Team Zabieganych.
Za Andżeliką i Olą.
--------
Dystans: 6 km (3 górskie pętle)
czas: 39:20
miejsce w kat M - 13 na 61 - (29 pkt)
miejsce w kat M60 - 1
------------------------
Po zawodach zaplanowane zwiedzanie dwóch jaskiń kamieniołomu Kielniki: jaskini w Kielnikach i jaskini Magazyn.
Przed tym jednak trzeba nacieszyć się skałkami i słońcem jury.
Taśma mocująca linę do wspinania na szczycie góry.

Zakładanie liny.


Jurajski kwietnik
Otwór
jaskini w Kielnikach koło Olsztyna

Cioramy się z
anwi ciasnymi korytarzami jaskini.

Otwór jaskini Magazyn
6 Bieg Częstochowski - w roli pacemakera i biegacza
-
DST
22.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
To jest mój najważniejszy od sześciu lat sportowy dzień w roku. Przeżywam go po swojemu, podekscytowany, z lekką tremą, w towarzystwie wielu moich przyjaciół. Dzień Biegu Częstochowskiego.

Będąc Zabieganym zostałem wessany w świat ludzi kochających bieganie i różne sportowe formy aktywności. Miło mi tym bardziej gdy sprawy wychodzą po za bieganie. O, tak jak dzisiaj, najpierw rower a po nim bieg. I nie tyle o czas tu chodzi co o inność spraw tzn pilotowanie na rowerze a potem dogonienie ogona biegu z ponad półgodzinną stratą. Na starcie 1100 uczestników.
Piąty już raz pilotuję czołówkę dychy częstochowskiej.

Tą czołówką dzisiaj jest Ukrainiec z Nr 3 Sergii Okseniuk. Pod nieobecność ciemnoskórych (wybrali bardziej intratne, polskie starty) faworytami byli Ukraińcy i biegacze z Częstochowskiego Klubu Sportowego Budowlani. Z pięcioosobowej czołówki utworzonej tuż po starcie od razu do przodu wyrwał Okseniuk.

Czwarty kilometr - zbieg ulicą 7 Kamienic. Za Okseniukiem goniąca czwórka a w niej drugi Ukrainiec, dwóch Częstochowian (Nr8 Łukasz Grajcar, Nr 878 Cyprian Tomza) i Krakowianin Nr 1122 Andrzej Lachowski
Prowadziłem go przez dwa pięciokilometrowe okrążenia wokół Jasnej Góry niezagrożenie do samej mety.

Zaczynamy drugie okrążenie
Niestety wolniejsze tempo biegu o ponad półtorej minuty od rekordu trasy (29:52) opóźniło mój start "z buta". Ogon oddalił się.
Gdy zwycięzca z wynikiem 31:23 odbierał gromkie brawa ja pozbywszy się roweru i kasku zaczynałem bieg.
W głowie szumiało jedno: czy dogonię ogon. Dwa lata temu udało się.
Zaczynam drugi kilometr. Z Rynku Wieluńskiego trasa prowadzi pod górę.

Skręt w Aleje. Za chwilę nawrotka przed Placem Biegańskiego i zamknę pierwsze okrążenie.

Osiem kilometrów za mną - zbieg na ulicę 7 Kamienic a ogona jeszcze nie widać.
Jednak z pomocą Królowej Jasnogórskiej kilometr przed metą dopadam ostatniego zawodnika a dalej już w asyście dwóch klubowiczek docieram na metę. Udało się!
1:22:21

W tym wszystkim jest dużo zabawy, radości, przyjaźni.

Po biegu już w gronie Zabieganych, prezentacja moich koszulek z wszystkich 6 Biegów Częstochowskich.

Reasumując:
Zapraszam, gorąco zapraszam na 7 BC.
------
Specjalne podziękowania dla
anwi, która umożliwiła mi komfortowe rozegranie biegu. A miała sporo do roboty. Odebrała moje ciepłe okrycie przed startem, uaktywniła chip w numerze na starcie, przyczepiła mi numer startowy do koszulki po zejściu z roweru przed wyruszeniem "z buta" na trasę, zaopiekowała się rowerem i kaskiem a do tego fociła w różnych miejscach trasy. Mieć taką asystentkę to skarb.
Przed biegiem.
-----------
Dziękuję wszystkim osobą robiącym śliczne zdjęcia. Wybaczcie, że pozwoliłem sobie bez pytania o zgodę na zamieszczenie co niektórych w swojej relacji.
Morsko - I etap z cyklu Cztery Pory Roku
-
DST
80.00km
-
Teren
5.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nadarzyła się okazja wejścia na zamek Bąkowiec w Morsku. Trzeba było tylko wystartować w zawodach lub być osobą towarzyszącą. Wybrałem to pierwsze. Powalczyłem na kijach na dystansie 12,4 km. Dwie ambitne pętle po jurze, po jurze. Jak to cudownie poczuć jurę w kościach i nie tylko za przyczyną siodełka. Siodełko było a jakże. 60 km na powrocie do domku. Po półtoragodzinnym napieraniu po górkach na kijach marzy się aby na czymś posiedzieć.

Sweetfocie na szczycie zamku.

Tak kończyłem.
Nieplanowany Okiennik Mały
-
DST
77.00km
-
Teren
10.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Planowany, to był rekonesans niedzielnych zawodów w Morsku.
Więc kije do ramy i w drogę.
Zamek Bąkowiec w Morsku.
W pięknej jurajskiej scenerii, mam wystartować na dystansie 12,4 km Nordic Walking. Dwie ponad sześciokilometrowe pętle wokół zamku. Będzie to pierwsza z czterech edycji cyklu Cztery Pory Roku - Edycja Zima.
Nazwa raczej symboliczna bo nawet kasztany puszczają już pąki ale jak się dobrze porozglądasz to i jakieś oznaki zimy wypatrzysz.

Wspomnienie zimy.
Wiemy już gdzie poleje się pot więc wracamy.
Zbaczamy jednak z obranej drogi. Wysoki ostaniec w oddali pośród pól i lasu jak magnes przyciąga nas do siebie. Na naszych mapach nie zaznaczony a i ścieżek do niego trudno się dopatrzyć. Utknęliśmy z anwi na jakimś gospodarskim płocie. Przed chałupą miła, dobrze zorientowana kobitka, która jednak przez swoje nie przepuści, wskazuje nam okrężną drogę do skałki i wie, że to jest Okiennik Mały. Wprawdzie dziury stąd nie widać ale wierzymy i przedzieramy się przez las i krzaczory w kierunku ostańca. Wszak to Okiennik Mały.

Okiennik Mały z trudnym wejściem na okno dla zwykłego turysty.
No i znowu coś nowego wyjszło po drodze.







