Na tyłach zamku ogrodzieniec
-
DST
42.00km
-
Teren
15.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
W Podzamczu Niemcy w ramach Linii Obrony B1 wybudowali w 1944 roku dwa punkty oporu.
Jeden punkt rozlokowali koło Skałek Suchy Połeć na północ od szosy Zawiercie - Pilica.
Drugi na południe od tej drogi w pobliżu zamku ogrodzieniec. Mamy tu bojowe, dwuosobowe schrony typu Tobruk do ostrzału okrężnego, jednoosobowe schrony obserwacyjne kochbunkry, schron załogowy i zbiorniki na wodę potrzebne przy budowie schronów. Na Suchym Połciu buszowałem w marcu. Dzisiaj na tyłach zamku ogrodzieniec.
Zamek ogrodzieniec © krzara
Uzbrojony w GPS i ściągę - odręczną mapkę ze współrzędnymi schronów, próbuję połączyć odnajdywanie wstrętnych żelbetonowych resztek wspomnianych militariów z podziwianiem fantastycznych form skalnych.
Początek niezwykle ciekawy. Zatrzymujemy się z anwi przy drewnianej wiacie na początku ścieżki dydaktycznej. Obok ściana wspinaczkowa a GPS wskazuje współrzędne zbiornika na wodę. Rozglądam się dookoła w poszukiwaniu zbiornika i dopiero po chwili zaskakuję!
Wiata drewniana na początku ścieżki dydaktycznej przy zamku ogrodzieńcu postawiona w obrysie zbiornika na wodę.
Idę dalej szlakiem i już po kilkudziesięciu metrach

namierzam pierwszy z Tobruków (Ringstand 58c)
na ścieżce dydaktycznej przy zamku ogrodzieniec.
Sto metrów dalej, zasypany, zarośnięty, prawie niewidoczny, bliźniaczy schron Tobruk.
Szkoda, że pominięty na trasie ścieżki.
Drugi Tobruk. Świetne pole ostrzału na szosę Zawiercie - Pilica
Na ściądze mam naniesione jeszcze trzy kochbunkry. Tylko dzięki współrzędnym i GPSowi mogłem je wszystkie odszukać. W 1944 roku wzgórza Podzamcza, na których stawiano schrony nie były porośnięte lasami. Teraz schrony ukryte są w głębi lasu a dodatkowo kochbunkry z dala od ścieżek.

Pierwszy
drugi

i trzeci.
Informacje o tym punkcie oporu wraz ze współrzędnymi schronów pobrałem ze strony
Linia B1
Tu chciałbym podziękować
anwi za wspólny wypad i dobrze ukrywaną cierpliwość w czasie moich podchodów.
Ja starałem się okazać nie mniejsze zainteresowanie ostańcami. Szczere.
Skałki wzdłuż muru okalającego zamek ogrodzieniec - od lewej: Niedźwiedź, Sfinks, Korkociąg (Lalka)
Na tyłach zamku ogrodzieniec
Rodzinnie po Jurze
-
DST
32.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Paweł wracał z Krakowa na szosie. Zaprosił do wspólnej jazdy na dowolnym odcinku i zaproponował, że da mi się karnąć na swojej kolarce. Od razu byłem na "tak". Mało okazji do wspólnego kręcenia z synem i w dodatku nigdy w życiu nie jechałem na kolarce.
Krótki instruktaż co hamuje, a co zmienia przełożenia i mam pół godziny nowych, mocnych wrażeń.
Niestety zakochałem się w szosie od pierwszego depnięcia. I co teraz będzie?!
Na dłuższe kręcenie nie decyduję się bo obiecałem warszawiakom, rodzince Sylwka, poprowadzić wycieczkę po Jurze.
Wariant samochodowo-pieszy. Sylwek i Zuzia to obieżyświaty. Antoś, Ich dwuletnie małe "nie ma zmiłuj się" - wszędzie z nimi.
Żegnam więc Pawła i dołączam do rodzinki bratanka. Rower do bagażnika, szybkie przebranie i na szlak.
Pod Bramą Twardowskiego

Pustynia Siedlecka robi za piaskownicę © krzara
Jedziemy na Zieloną Górę © krzara
Przy otworze jaskini w Zielonej Górze

W jaskini w Zielonej Górze © krzara

Mały grotołaz © krzara

Wychodzimy z jaskini © krzara
A ja jestem gotów na kolejne, wspólne jurowanie.
Ziemia lelowska
-
DST
132.00km
-
Teren
10.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
50 km ostrej jazdy, prawie pod Sokolniki przed Lelowem. Tu spotykam się z anwi i rozpoczynamy zwiedzanie okolic Lelowa. Źródełka, jaskinie, dworki, młyny, kościoły, kapliczki. Jest w czym wybierać.
Na pierwszy ogień idzie
jaskinia w Sokolnikach. Dwa duże otwory, trudne do namierzenia, zasłonięte gęstwiną krzaków i drzew. Podpowiedź przypadkowo spotkanego na polu rolnika bezcenna. Jaskinię zapamiętam przez charakterystyczne, liczne buły krzemienne zatopione w masie wapienia.
Buły krzemienne w jaskini w Sokolnikach
Po jednej stronie drogi jaskinia a po drugiej źródełka Halszki i unoszący się cudowny zapach kwitnącej mięty.
Mięta przy źródłach Halszki
Kaczego. Idą same bo mama została z siedemnastym, które odstawało od stadka.
Odszukanie kolejnych źródeł Pulsujące i Zimiąca zostawiamy na inną okazję. Jedziemy do Lelowa na lunch a dalej wzdłuż rzeki Białki. Tu się dużo dzieje.
Dworek w Białej Wielkiej
Dworek w Bogumiłku
Młyn w Białej Wielkiej
Młyn w Bogumiłku
Piękne zdjęcia jak zwykle na wpisie u anwi
II Pozytywny Bieg Przełajowy w Szarlejce - powrót do kijów
-
DST
25.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy start na kijach po kontuzji nogi. Jest dobrze.
Wspólna fotka klubowiczów (Zabiegani Częstochowa). Większość biegła na 10 km. Ja z Konradem NW-5km.
Dystans - 5 km
Czas - 33:07
Vśr - 9,06 km/godz
miejsce w open - 10 na 39
Przez rezerwat Pazurek do Olkusza
-
DST
82.00km
-
Teren
15.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Planuję wkrótce powrócić do startów w zawodach.
Tę niedzielę jeszcze turystycznie i pod dyktando
anwi.
Z mojej strony padło tylko nieśmiało kilka drobnych, o dziwo przyjętych sugestii:
- wyjechać pociągiem o 5:28,
- zaliczyć piwko przed obiadem w Rabsztynie,
- odszukać źródełko Miłości w Rodakach, które daje początek rzece Minóżka,
- zdążyć przed burzą na powrotny pociąg w Zawierciu.
No to po kolei.
Pani w kasie kolei kasuje po 17 zł i o 6:08 wysiadamy w Zawierciu. Do Olkusza - docelowego miejsca wycieczki początkowo asfaltem a od Jaroszowca lasami przez rezerwat Pazurek.
Zwabiły nas tu piękne formy skalne: Zubowe Skały, Jastrząbek, Cisowa Skała i Januszkowa Góra (po za rezerwatem).
Przy każdej z nich jaskinie i schroniska. Trzymamy się zielonego szlaku. Spokój, cisza. Zero turystów. Przemyka dwóch na góralach. Dużo łażenia po skałkach.
Zubowe Skały
Zubowe Skały
Przez Zubowe Skały
Cisowa Skała
Cisowa Skała - skalny wąwóz

Otwór jaskini Januszkowa Szczelina
Januszkowa SzczelinaDruga pod względem głębokości na Jurze.
Przy otworze jaskini Januszkowa Szczelina
Bukowe lasy cudownie chronią nas od dzisiejszych upałów (34 w cieniu). Jednak dalsze kręcenie od Rabsztyna to już rozgrzany asfalt.
Olkuski rynek w nowej szacie - widok na Bazylikę.
Olkuski rynek - widok od strony Bazyliki

Olkusz - Bazylika św. Andrzeja Apostoła
Górnicze marki z Nikiszowca
-
DST
100.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
O jak się cieszę, jak się cieszę.
Wycieczka zaproponowana przez Macieja (macieejlw) na Częstochowskim Forum Rowerowym. W czwórkę wyruszamy z Częstochowy do Nikiszowca - górniczego osiedla dzisiaj dzielnicy Katowic, zaprojektowanego przez architektów Georga i Emila Zillmannów a wybudowanego w latach 1911-1915 i 1920-1924. Osiedle składające się z dwu i trzypiętrowych, ceglanych familoków, gmachu poczty, neobarokowego kościoła, szkoły, łaźni, placu zabaw... wspaniale zachowane, uznane zostało rozporządzeniem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej w 2011r za pomnik historii. Nazwa pochodzi od szybu "Nickische" wybudowanego w 1906 r. Że też ja tu wcześniej nie byłem. Magiczne miejsce.
Do pokonania mamy prawie 100 km. Po drodze zaliczamy:
Siewierz - był chłodnik w restauracji Jędrusiowa Izba na rynku
Jezioro Przeczycko-Siewierskie - były lody gratis dla pierwszych pięćdziesięciu gości na otwarciu przystani Siewierz Jeziorna
Meandrując dziesiątkami śląskich ulic docieramy do celu.
Nikiszowiec - na dzień dobry piwko w Barze Riksza
A oto pamiątka z Nikiszowca, zakupiona w Barze Riksza, który jest również nietypowym antykwariatem z górniczymi precjozami.
Górnicze marki z Nikiszowca przy kneflu z górniczego munduru ojca.
Każdy górnik miał taką markę ze swoim numerem. Kawałek, najczęściej emaliowanej, kolorowej blaszki, którą pobierał z cechowni przed zjazdem pod ziemię i obowiązkowo zostawiał po szychcie. Taki nieśmiertelnik. Gdy nie było marki na tablicy w cechowni to znaczyło, że górnik jest nadal na dole.
Kopalnia Wieczorek w Nikiszowcu
Do centrum Nikiszowca
Ulica Nikiszowca
Kościół św. Anny w Nikiszowcu
Budynek poczty w Nikiszowcu
Fasada familoka w centrum Nikiszowca

Nikiszowiec
Górniczy Nikiszowiec

Nikiszowiec

Bo jestem synem górnika
Przy piwku z Maćkiem, pomysłodawcą wycieczki w Barze Riksza w Nikiszowcu
Straszny niedosyt. Raz, że za mało czasu na zwiedzanie a dwa, że trafiliśmy na uliczne jarmarki i tłumy turystów.
Czyli powtórka konieczna ale w spokojniejszej porze.
O jak się cieszę, jak się cieszę Maćku.
PS
wpis anwi
Decathlon Orbita - więcej niż planowałem.
-
DST
416.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyruszyliśmy (35 osób) w sobotę z Częstochowy o 22:00 na trasę Decathlon Orbity liczącą 503 km. Na metę, również w Częstochowie, dotarłem w niedzielę o 22:16 z 421 na liczniku. Jechałem 367 km wg trasy DO, aż do bufetu z obiadem w Brynku. Dalej zjazd promieniem do Czewki przez Koszęcin. Kontrolowałem powrót na 22:00 ale zabłądziłem po ciemku na końcówce (roboty drogowe - objazd). Zanotowałem dystans dobowy - 416 km Niedoleczona kostka odezwała się na 300 kiilometrze. Tego obawiałem się deklarując 250+. Popełniłem błąd! W dniu startu kupiłem kliki i SPDy. Nie było czasu na właściwe ustawienie siły wypinania. Wypinały się trudno. Kostka obrywała za każdym razem przy wypinaniu. Jako uczestnik jestem bardzo zadowolony ze swojego wyniku mając na uwadze upał i nóżkę. Fotorelacja jako uczestnika i organizatora na Częstochowskim Forum Rowerowym. Banerek DO (Decathlon Orbity) na czołowej stronie mojego bloga przekierowuje na temat DO założony i uaktualniany na forum od 2 maja.

Docieramy w trójkę na bufet (282 km) w Zawadzie Pikickiej (8 - Andrzej, 23 - Piotrek, 4 - krzara)
Na dwie setki z elektrykami
-
DST
200.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tomek i Krzysiek na ciężkich elektrykach. Ważą po 36 kg.

Elektryk © krzara
Ja crossem brata. W takim układzie jeszcze nie kręciłem. Planowane dwie setki mają pokazać kto je zrobi i jak.
Startujemy o szóstej rano.
.........
Tu małe wyjaśnienie bo widzę już komentarze a wpis w lesie.
Jak co niektórym wiadomo rusza w tym roku Decathlon Orbita czyli 500 w dobę. Zaczynamy kręcić na niej już za tydzień. W ramach treningu i poznania odcinków trasy wymyśliłem sobie ten wyjazd zapraszając chętnych do wspólnej jazdy. Jakież było moje wielkie zdziwienie gdy rano na umówionym miejscu zastałem dwóch elektryków. Nigdy mnie ta bajka nie interesowała. Na orbity też ich nie zapraszam. Nie bardzo wiedziałem jak to będzie. Nie znałem ich możliwości, z jakimi prędkościami jeżdżą, jakie mają zasięgi, jakie dają zmiany itd. Cóż było robić. Pożyjemy, zobaczymy. Pocieszałem się tym, że Tomka znam chociaż z widzenia a Krzysiek na dzień dobry zrobił dobre wrażenie.
A teraz pójdę na skróty.
Rowery elektryczne nie dały ani jednej zmiany. Dostosowywały się do mojej jazdy. Człapałem się pod górkę to one też powolutku za mną. Cisnąłem 30, 40 czy 50 to one też dawały po garach ale tuż za mną.
Na szczęście nie smrodziły i nie warczały.
Tomek strzelił pięćdziesiątkę (do Brynku) i pożegnał się bo szacował swoje ("roweru") możliwości zasięgu na setkę więc drugą pięćdziesiątkę zarezerwował na powrót.
Krzysiek z dwa razy mocniejszymi bateriami podjął wezwanie pokonania dwusetki.
Na niebie lampa, trochę wiaterku i z każdą kolejną pięćdziesiątką zauważamy wyraźnie postępujący proces wyczerpywania. Krzysiek ma te procenty wyświetlane na komputerze: jeszcze 41%, 35%, 28%, 18%, 7%...
Widzę, że w obawie wyczerpania baterii coraz częściej wspomaga kręceniem. Ja takich procentów, które określałyby zakumulowaną, pozostającą we mnie moc nie widzę. Ale jako stricte rowerzysta mam ewidentną przewagę nad elektrykiem. Doładuje mnie baton, banan, ciastko... i dociągnę. Elektryk pada i żąda ładowarki. Ta ciężka, wielokilogramowa czeka w domu. Samo gniazdko z prądem po drodze nie wystarczy. I dymasz pedałami niczym pagajami na żaglówce ze spuszczonymi żaglami gdy nie ma wiatru.
Optymizm nie opuszczał Krzyśka. Chyba, że udawał. Dokręcał i dokręcał. Na rogatkach Czewki Krzychowi wyje alarm. Jedno z kilkudziesięciu ogniw padło. Powolutku, chodniczkiem toczy się do domu.
Tomku i Krzyśku podziwiam Was. Chociaż to nie jest jak wspomniałem moja bajka, to to co robicie zasługuje na szacum. Sami budujecie swoje elektryki, ulepszacie, macie specjalistyczną wiedzę, nie wchodzicie nikomu w drogę. A to, jak daleko postrzega się Wasze cacka od czysto nożnych rowerów jest odczuciem subiektywnym.
Ważne jest kto siedzi na siodełku a nie bryka siodełka.
Wspaniałe doświadczenie. Dzięki.
Nocna jazda po po promieniu DO do Krzepic
-
DST
72.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rekonesans - odcinek Decathlon Orbity Szczerców -Przedbórz
-
DST
232.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zostały trzy tygodnie do Decathlon Orbity.
Dzisiaj intensywna rehabilitacja połączona z szukaniem punktu na nocną herbatę i objeżdżaniem nowego odcinka Bełchatów - Przedbórz.







