Radość od bezimiennych
-
DST
21.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
"Dana, powiedz dzieciakom, że wiozę z targów psiaka... Tak, tak, dobrze słyszysz, będziemy mieli psa." - tak w rozmowie telefonicznej informowałem żonę gdy wracałem z targów w Norymberdze. Aby zrobić większe wrażenie na domownikach stawiam u nogi przed drzwiami, cudownego, dużego, groźnego wilczura z uśmiechniętą mordą i dzwonię do drzwi... Reakcja córki, syna i żony, ich miny i okrzyki przerażenia niesamowite. A to była tylko pluszowa zabawka, do złudzenia przypominająca prawdziwego dużego psa. Pies robi wrażenie na człowieku.
Wczoraj po dwudziestu latach od tamtego, wesołego wydarzenia w rodzinie a po przeszło sześćdziesięciu nie imania żadnego zwierzaka, nawet rybki w akwarium, zafundowałem sobie dwugodzinną przygodę z prawdziwymi psami. Chojrakiem to ja nie jestem zwłaszcza , że i ja i siostra byliśmy pogryzieni w dzieciństwie przez psa dziadka. Siostrze pozostawił szramę na policzku a mnie pogryzł palca.
Dlatego z rezerwą i dużą, przynajmniej na początku ostrożnością podszedłem do kontaktu z przydzielonymi psami. Na szczęście jak zauważyłem to nie wyprowadzający jest obiektem zainteresowania mieszkańca schroniska dla bezdomnych i bezimiennych. Pies węszy okazję by wyrwać się z klatki, by poczuć przestrzeń przed sobą, biec, znaczyć teren, czuć się wolnym i robić to co chce.
Haski, pierwszy wyprowadzony przeze mnie pies z białą tęczówką prawego oka i brązową lewego od razu dawał sygnały, że nie interesuje go spacer a tylko bieganie.
Kilka razy miałem okazję oglądać zimą na Polanie Jakuszyckiej zaprzęgi sań. Podziwiałem jak psy haskie rwą się do biegu, jak są w swoim żywiole gdy ciągną sanie. Widziałem również hodowlę haskich w Biskupicach pod Częstochową.
Tak więc chcąc umożliwić chociaż namiastkę aktywności mojej sportowej psinie zaliczałem biegiem ścieżki wokół pierwszego jeziorka koło schroniska. O spacerze nie było mowy a haski nadal nie zauważał mojej obecności. Tylko napięta cały czas smycz mogła przypominać mu, że nie do końca jest wolny. Ale i tak zawsze był górą i on nadawał tempo biegu. Dzięki Robertowi, który też wybrał biegacza i czuwał nade mną gdy biegliśmy razem uniknąłem kilku błędów np:
- pozwolić psu napić się trochę wody ale tak by nie zamoczył łap
- izolować psa od psów z innych boksów
Zadowolony z pierwszego wybiegania mimo zerowej wdzięczności ze strony mojego haskiego podszedłem do wyboru kolejnego bezimiennego. Z dziesiątego boksu, w którym wolontariuszka fachowo szykowała sześć psiaków do wydania zaczepiając smycze do obroży, największy, do tego chyba najbardziej skaczący i szalejący przypadł akurat mnie. Chwila nieuwagi i mój stalowo-czarny zwierzak tuż po uchyleniu boksu rzucił się do ucieczki i wyrwał smycz z mojej dłoni. Przeraziłem się. Na szczęście teren schroniska był zamknięty a wolontariusze pomogli schwytać gagatka.
Wiedziałem, że ten to dopiero da mi popalić. Tym razem na bieg wyruszyłem z Bogdanem. Bogdan dużo lepiej biega ode mnie i do tego na smyczy miał kolejnego haskiego. Przyznam się, że gdyby nie mój drugi bezimienny, który cały czas ciągnął mnie wokół dwóch jeziorek czyli jakieś trzy kilometry to ja bym tak szybko tych jeziorek nie obiegł. Pomogła mi w tym również inna, charakterystyczna cecha mojego czteronożnego biegacza. Nie miał cech przodownika. Gdy doganiał a następnie wyprzedzał haskiego Bogdana to natychmiast zwalniał. Nie chciał prowadzić. Ponownie więc prowadził haski a mój gonił go. Świetny trening interwałów dla biegacza. Chyba nie należę do osób bezinteresownych bo myślę sobie, że biegane z bezimiennymi to czerpanie korzyści przede wszystkim dla siebie. Radość, towarzystwo, trening. Trafiłem na dwa psy o bardzo dobrej kondycji, lepszej niż moja. Chyba więcej brałem od nich niż im dawałem.
PS
Od kilku miesięcy nasz klub Zabiegani Częstochowa propaguje i uczestniczy w wyprowadzaniu psów ze schroniska na spacery i bieganie.
temat na forum Zabieganych
Dzisiaj wyprowadziliśmy 51 psów. Każdy z nich chociaż przez pół godziny poczuł wolność i swobodę.
A w myślach Juramarathon 2007
-
DST
90.00km
-
Teren
35.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy, konkretny wypad w nowym roku. W kochaną Jurę, na pierwsze odcinki trasy Juramarathonu, który w 2007 roku zapoczątkował moją przygodę z rowerem górskim. Czuję wielki sentyment do tych zawodów. To były moje pierwsze rowerowe zawody w życiu. Kilka miesięcy przygotowań. Objeżdżanie trasy z
anwi. Plecak, bukłak, SPDy - same nowości! Do tego startowałem z synem (drugi w kat. M20). Bardziej się bałem o niego niż o siebie. Na trasie 15 punktów kontrolnych. Dwa bufety: na 60 km w Podlesicach i na 120 w Rabsztynie. Groźna kiera na 180 km, po której pozbierałem się (okulary wbiły się między oczy) i z rozwalonym dziobem wywalczyłem trzecie miejsce w kat. M50. Chcę sobie przypomnieć tamte chwile. Gna mnie również ciekawość na ile zmieniły się drogi i ścieżki tamtej trasy.

Opuszczam Olsztyn i czerwonym rowerowym na Zrębice © krzara
Tu, na 22 kilometrze był pierwszy punkt kontrolny.
30 czerwca 2007 roku przejechałem w 10 godz 13 min cały czerwony szlak rowerowy od Częstochowy do Krakowa nie rozglądając się na boki. Poza zamkami nie widziałem żadnych ostańców.
Dzisiaj wypatrzyłem piękny w Suliszowicach. Nie wiem jak go nazywają.

Ostaniec na Jurze w Suliszowicach © krzara
W zagłębieniach skałek trochę tak bardzo brakującego o tej porze koloru.

Skalniaki - rojniki na jurajskich skałkach © krzara
Przed Ostrężnikiem kilka długich odcinków leśnych wysypanych grubym żużlem. Totalna profanacja jurajskich szlaków rowerowych.

Docieram do Ostrężnika © krzara
Powrót asfaltem ale myśli kierują się ku dalszym odcinkom Juramarathonu.
Szybko pędzi wielki pociąg, wciąż płynie czas...
-
DST
21.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
W ostatnim dniu roku lubię przyjść przed cudowny obraz Matki Bożej Częstochowskiej, powspominać co wydarzyło się w ciągu roku i podziękować za dobro, którego doświadczyłem. Ot, taki mój rachunek sumienia. Ileż to razy podejmowałem decyzje w sprawach ważnych, mniej ważnych i błahych. Czy trafne? Wiele rzeczy spieprzyłem ale wiele wyszło. Życie niesie coraz więcej atrakcji. Otoczenie co rusz zmienia się. Znajomości i przyjaźnie inne niż wczoraj. Szybkość, zmienność, różnorodność określają współczesne czasy. Nawet Pendolino wjeżdża od połowy grudnia na częstochowski dworzec.

Czasami nucę sobie piosenkę ze studenckich czasów
Wciąż płynie czas
Jakże aktualną, dla mnie ponadczasową.
Wspominam bo fajnie było

pobiegać na biegówkach 
pomorsować się
popilotować duuużą stawkę biegaczy
samemu pobiegać
poleniuchować
pograć i pośpiewać
pobłaznować (jestem synem górnika)

poszukiwać
ponapierać
poskakać
poorbitować
pospacerować
poznawać zakręconych ludzi
popenetrować
poprzebierać się
postrzelać
pudłować

i mieć bratnią duszę
a od czasu do czasu walnąć piwko w dobrym towarzystwie
Dziękuję wszystkim, dzięki którym przeżyłem miłe chwile w mijającym roku.
Chorych nawiedzać
-
DST
6.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Muzyka to cholernie ważna działka w moim życiu. Gdy chcesz to wyciszy i uspokoi. Innym razem ożywi a nawet rozbryka. Dlatego w mojej szopce w tym roku pojawił się skrzat przygrywający dzieciąteczku na harmoszce.

Szopka bożonarodzeniowa 2014 © krzara
Pokręciłem w odwiedziny do anwi, której tegoroczne, bożonarodzeniowe święta a i kolejne dni, tygodnie i miesiące będą czasem walki o powrót do normalnego życia.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę braci BS:
szczęścia w życiu
sił i możliwości do robienia tego co się lubi
mądrze określanych celów
wiary w sens walki
radości zwycięstw.
Dzieciakom specjalnej troski z okazji Mikołaja
-
DST
5.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
.
Rowerem (czytaj: saniami) na miejsce zbiórki czyli w Aleje NMP tam gdzie startuje od sześciu lat Bieg Częstochowski.
Tym razem w Mikołajowych czerwieniach i oczywiście przy grze dzwonków, czyniąc sporo hałasu na częstochowskich ulicach przebiegliśmy w ramach cotygodniowego treningu pięciokilometrową pętlę Biegu Częstochowskiego.

Tylko piątkę bo dzisiaj całą naszą energię wyzwalaliśmy nie podczas biegu ale w trzech specjalnych ośrodkach wychowawczych położonych przy trasie biegu. Od paru lat wpadamy tam na Mikołaja ze śpiewem, słodyczami i robimy dzieciakom półgodzinny show. Podobno oczekują nas z radością. Cudownie włączają się śpiewem i tańcem do wspólnej zabawy. Po raz pierwszy odważyłem się wziąć gitarę. Przygotowałem również mini śpiewniczki, po prostu ściągi dla współtowarzyszy Mikołajów coby wsparli mnie a capella.

Przyczłapały z nami również dwa sympatyczne psiaki więc w pewnym momencie poleciało "pieski małe dwa....si bon, si bon..." Chwyciło!
Psy to dopiero artyści! Dzieciaki od razu je obległy i zagłaskały. Dopiero Jingle Bells po angielsku i po polsku jako pewniak w dniu Św. Mikołaja przywrócił zimowo-świąteczny klimat spotkania. W rewanżu dziewczynki przy gitarze siostry-opiekunki odśpiewały dwie piosenki z repertuaru Arki Noego.

Do wspólnej pamiątkowej fotki.
Tak było u dziewcząt a tak w ośrodku dla chłopców.
Na dzień dobry zdezorientowane pieski wycofały się na drugi plan. Ja dostałem wsparcie od gitary Bartka, opiekuna chłopców.
Na co dzień jest muzykiem więc przynajmniej on nie fałszował.

Wspólne zdjęcie z wychowankami Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Częstochowie
A tu wizyta w trzecim ośrodku.

Z wychowankami Specjalnego Ośrodka Wychowawczego im św. Jana De La Salle w Częstochowie
Pośrodku para dzieciaków w biało-zielonych koszulkach tegorocznego 6 Biegu Częstochowskiego.
Dostali w podzięce za kibicowanie nam podczas biegu.
Trening zakończyliśmy tańcami wokół częstochowskiej choinki na placu przed ratuszem.

Związek przyczynowo skutkowy
-
DST
81.00km
-
Teren
2.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jeśli jutro ma padać to dzisiaj rower.
Jeśli kierunek Złoty Potok to odpada problem obiadu - pstrąg w Pstrągarni.
Jeśli pstrąg to i piwko.
Jeśli cały czas będzie mglisto to nie będzie fajnych fotek.
No i wykrakałem.

Tu Wiercica ponownie tworzy swoje koryto po opuszczeniu stawów Pstrągarni w Złotym Potoku © krzara
Tuż obok po drugiej stronie "Szlaku Ku Źródłom można spacerem, można rowerem" groźne z nazwy Zbójnickie Skały.

Przy Zbójnickich Skałach w Złotym Potoku © krzara
PS
Jeśli wędzone dopiero około godz 14 to proszę smażonego.
Jeśli nie wierzycie to zajrzyjcie do wpisu anwi.
Jak świętować Dzień Niepodległości?
-
DST
10.00km
-
Aktywność Bieganie
Aż prosi się w tak piękny, jesienny dzień wsiąść na rower.
Wybieram jednak coroczną, klubową propozycję udziału w Sztafecie Niepodległości "Od wschodu do zachodu słońca".
Osiemnaście biegowych zmian co pół godziny. Każdą, pięciokilometrową zmianę mamy obsadzoną przez kilku lub kilkunastu Zabieganych i przez wielu przyłączających się do nas sympatyków. Biegniemy po Promenadzie i Lasku Aniołowskim.

Moje, oby krótkotrwałe problemy zdrowotne pozwoliły mi tylko na udział w pierwszych dwóch zmianach. Z deklarowanych kolejnych, ostatnich dwóch zmian wycofałem się. Odezwało się biodro!
No cóż pozostał mi dyżur w biurze sztafety.
W sztafecie, w ciągu dnia wzięło udział sto kilkanaście osób.

Fotka na zakończenie.
III Jesienny Biathlon Biegowy
-
DST
56.00km
-
Teren
2.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Spotkaliśmy się po raz trzeci w lasach Biskupic by pobiegać i postrzelać. Bieg zawsze utrudnia strzelaniu za to strzelanie dodaje kopa bieganiu. Za każde pudło dolicza się półtorej minuty. Pudłowałeś - musisz napierać aby zmniejszyć stratę. Trafiałeś - biegnie ci się lekko, radośnie. Na trzecią, dwukilometrową pętle nie wybiegłem a wyfrunąłem. Z pozycji stojąc cztery celne na pięć. Oj niosło, celne strzały dodały skrzydeł. Gdyby lepiej poszło na pierwszym strzelaniu z pozycji leżąc (cztery pudła!). Do zwycięstwa zabrakło 2 sek.

- bieg 2 km
- strzelanie leżąc - 5 strzałów
- bieg 2 km
- strzelanie stojąc - 5 strzałów
- bieg 2 km
Zaduszkowa wycieczka
-
DST
139.00km
-
Teren
10.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wczoraj na rodzinnych grobach w Częstochowie, dzisiaj na rodzinnych grobach w Maluszynie.
Ale miło - piękna jesienna pogoda i towarzystwo
anwi. A po drodze zawsze można coś ciekawego wypatrzeć. 
Most na Kanale Lodowym koło Raczkowic © krzara
Między dwoma meandrującymi na północ rzekami Wiercicą i Pilicą Niemcy wybudowali w 1941 roku siłami miejscowej ludności (głównie żydowskiej) trzydziesto-kilometrowy kanał melioracyjny. Szykowali w ten sposób tereny pod swoje planowane osadnictwo. Kanał zbierał wody licznych potoków, osuszał podmokłe łąki a zamarzał zimą. Stąd jego nazwa. Kilkakrotnie pogłębiany służy do dziś.
Most na Kanale Lodowym koło Nowej Wsi © krzara

Cielętniki - najstarsza lipa w Polsce przy kościele Przemienienia Pańskiego © krzara
Ponad pięćsetletnia lipa wyrosła ze zrośniętych osiemnastu sadzonek. Jej kora miała mieć właściwości lecznicze na ból zębów.

Cielętniki - najstarsza w Polsce lipa © krzara

Cielętniki - okno kościoła Przemienienia Pańskiego © krzara
Wypatrzyłem św. Krzysztofa wśród świętych w oknie koło lipy.
Do Maluszyna docieram sam. Zanim zapalę znicz na grobie dziadków obowiązkowa przejażdżka nad Pilicę.
Maluszyn - pozostałości pałacu Ostrowskich © krzara
Co roku ojciec zabierał mnie na dwa tygodnie do dziadków na żniwa. Wspaniałe, sielskie chwile. Dziadek był kowalem i musiał godzić prace w polu z pracą w kuźni. Robienie podków, podkuwanie koni, naprawa pługów, bron, orczyków, kos, nabijanie obręczy na koła furmanek i wiele, wiele innych rzeczy.

Maluszyn - widok z nowoczesnego mostu na Pilicę © krzara
Za pierwszym zakolem była tama i tam kąpaliśmy się.
Cmentarz w centrum wsi. Wieczne odpoczywanie za dziadków i pradziadka Ignacego (grób obok) i obieram powrotny kurs. W Cielętnikach czeka anwi i ostatnie wspólne zadanie do wykonania na zaduszkowym wyjeździe. Odnaleźć pomnik ofiar II wojny światowej pośród lasów i łąk między miejscowościami Cielętniki i Magdalenki. Pomnik, który upamiętnia tragedię mieszkańców niedużego przysiółka o nazwie Czech. To tu 6 stycznia 1944 roku niemieccy żołnierze po donosie, że przebywają w nim partyzanci (zdążyli wycofać się do lasu), otoczyli przysiółek, spędzili do stodoły wszystkich jego 31 mieszkańców (5 rodzin) i żywcem spalili. Widać szczerze chciałem odnaleźć to miejsce i zapalić malutki płomyk znicza ofiarom wielkiej tragedii bo w chwili rezygnacji z szukania nieoczekiwanie nadjechało miejscowe chłopisko na starym rowerze i pokierowało nas. Nieprawdopodobne! 
Pomnik ofiar pacyfikacji przysiółka Czech w styczniu 1944r © krzara
O ileż łatwiej pedałować do domu mając załatwione wszystkie planowane sprawy i w dobrym towarzystwie.
IV Jurajski Puchar NW - 8 (ostatnia) runda w Poczesnej.
-
DST
35.00km
-
Sprzęt DEMA Deor (skradziony w 2013)
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało się po gipsie wrócić do Pucharu na ostatnie trzy rundy (Częstochowę, Koziegłowy i Poczesną). Czyli w sumie wraz z pierwszym w Olsztynie zaliczone cztery starty z ośmiu. Mimo połowicznej absencji wygrywam niezagrożony kategorię M60. W open za duże straty a wynik adekwatny do ilości startów i PESELu. Ląduję na 22 miejscu. Pierwsza dziesiątka bardzo mocna. Raczej nie miałbym szans ale początek drugiej w zasięgu.
Na trasie finałowej rundy







